Ratunku, trudne emocje! – czyli o zarządzaniu emocjami w procesie wychowawczym

Autorka: Małgorzata Smoczyńska – trenerka rozwoju osobistego w nurcie zen coachingu, założycielka Akademii Kobiet Sukcesu i entuzjastka idei życia pełnią, mama dwójki brzdąców. Artykuł powstał na zlecenie Magazynu Coaching.

Trudne emocje w procesie wychowawczym to w moim odczuciu jedno z najbardziej wymagających zadań, z którymi musimy się zmierzyć jako rodzice. Gdy w naszym domu pojawia się dziecko, nagle musimy sobie poradzić z ogromem własnych intensywnych emocji, powodowanych zmęczeniem i wielką ilością zmian oraz nowych wyzwań, ale też dodatkowo – mierzymy się z reakcjami  nowego członka rodziny, który przez pierwsze lata życia jest jedną wielką ekspansywną emocją. Jeśli stając się rodzicem nie mamy opanowanej umiejętności dobrego zarządzania własnymi emocjami, to tym trudniej będzie nam poradzić sobie z emocjami dziecka, ani tym bardziej – jego tej umiejętności nauczyć. Wtedy proces wychowawczy staje się doświadczeniem pełnym stresu i konfliktów, wywierającym piętno na całe dalsze życie dziecka i nasze relacje z nim.

Poprzeczkę podwyższa niepisana norma społeczna, że zadaniem rodzica jest tak wychować dziecko, by przede wszystkim było grzeczne, ciche, uśmiechnięte i niekłopotliwe dla otoczenia.  Stąd mile widziane są tylko takie emocje dziecka jak radość, zadowolenie, spokojna wesołość, a wszelkie emocje tzw. negatywne staramy się jak najskuteczniej okiełznąć,  a czasem wręcz – całkiem wykorzenić. W końcu nas też rodzice uczyli, by nie pokazywać złości, smutku i lęku – tak w sobie tłumić, aby jak najmniej wychodziły z nas na zewnątrz. Niestety efekt takiej strategii radzenia sobie z emocjami jest wyjątkowo przewrotny – im bardziej staramy się je tłumić, tym bardziej tracimy nad nimi kontrolę. Im bardziej tracimy kontrolę – tym mocniej nam utrudniają życie i tym bardziej się ich boimy. A im bardziej się ich boimy – tym bardziej nas przeraża, gdy nasze dziecko zaczyna na całe gardło wyrażać złość, całym sobą płacze ze smutku lub czegoś panicznie się boi. W mniejszym lub większym stopniu, wszyscy doświadczyliśmy w dzieciństwie tego, że nie pozwalano nam wyrażać w pełni swoich trudnych emocji i nie nauczono sobie z nimi radzić. W związku z czym dość powszechnie mamy wszyscy potem ten sam problem  –  jak sobie dawać radę z intensywnymi emocjami dziecka, by nie powtarzać tych samych błędnych wzorców, których doświadczaliśmy w dzieciństwie?

Jedynym sposobem na to jest uświadomienie sobie jak działa mechanizm tłumienia emocji, którego dorośli najczęściej uczą dzieci. Kolejnym krokiem jest świadoma zmiana tego procesu.

Mechanizm tłumienia emocji – czyli jak to się nakręca

Przebiega on mniej więcej tak: gdy się rodzimy, mamy stuprocentowy kontakt  z własnymi potrzebami i dbamy o nie, kompletnie nie przejmując się jak na to zareaguje otoczenie. Emocje są komunikatem, że jakaś potrzeba jest niezaspokojona i są natychmiast wyrażane, by jak najszybciej otrzymać to, czego nam potrzeba. Początkowo rodzice akceptują taki stan rzeczy, jednak z postępującym rozwojem dziecka i rosnącą liczbą potrzeb (oraz coraz bardziej stanowczo wyrażanym niezadowoleniem, jeśli te potrzeby nie są zaspokojone), starają się wpłynąć na dziecko, by choć część z tych potrzeb (i komunikowanych intensywnych emocji) zagłuszyć i stłumić. Zaczyna się proces socjalizacji.

Punkt zwrotny następuje mniej więcej w wieku dwóch lat, kiedy dziecko chce bardzo aktywnie poznawać świat, a jednocześnie zaczyna się kontaktować ze swoją wewnętrzną siłą i uczy się mówić „nie”. Wszelkie próby dorosłych, by tę jego aktywność ograniczyć, napotykają na stanowczy bunt i opór. Od tego, jak w tym momencie zareagują rodzice, zależy w dużej mierze to, czy dziecko w dorosłym życiu zachowa kontakt z wewnętrzną siłą i będzie umiało dobrze sobie radzić z uczuciem złości.

Najczęściej rodzice reagują na „nie” dziecka zdenerwowaniem i lękiem. Obawiają się tej gwałtownej siły, która nagle się budzi w ich potomku – dotąd raczej grzecznym i łatwym do uciszenia. Chcą jak najszybciej okiełznąć jego złość i bunt, więc sięgają po rozwiązania pozornie najbardziej skutecznie i najszybciej działające – krzyk, kary i groźby. Dziecko na każde swoje bardziej śmiałe zachowanie słyszy „nie”, a gdy stawia opór temu „nie”- zaczyna słyszeć, że jest niegrzeczne,  niedobre i na poziomie podświadomym otrzymuje mocny i brutalny przekaz: „nie będziemy cię akceptować, jeśli będziesz się złościć. Jeśli będziesz pokazywać złość, przestaniesz być kochane.” Podobnie gdy płacze – słyszy – „Ale z ciebie mazgaj!”, a gdy się boi – „Nie bądź tchórz!” – a w podtekście – „Takiego ciebie nie lubię i nie akceptuję”.

Dla dwulatka utrata miłości i akceptacji rodziców to największy dramat, jaki mógłby się wydarzyć – jest to dla niego fundament przetrwania. Stąd zawsze – jeśli dziecko ma do wyboru dbanie o swoje potrzeby lub zachowanie akceptacji rodzica, wybierze to drugie i w końcu zrezygnuje z buntowania się, wyrażania złości oraz innych trudnych emocji i domagania się zaspokojenia swoich potrzeb. Nauczy się tłumić niewygodne dla otoczenia emocje takie jak złość, smutek i lęk, a rodzice z ulgą i zadowoleniem odetchną, myśląc, że udało im się nauczyć dziecko ważnej umiejętności społecznej.

Paradoksalne skutki socjalizacji

Tymczasem skutki tej edukacji są naprawdę fatalne.  Z jednej strony dziecko uczy się stopniowo odcinać od swoich emocji  i potrzeb, na rzecz emocji i zachowań, które dadzą mu akceptację z zewnątrz. Skutkiem tego, jako dorosły  – w skrajnym przypadku – nie potrafi potem żyć w zgodzie z sobą i podejmować właściwych decyzji, ani odpowiednio dbać o siebie, a zamiast tego ciągle dostosowuje się do potrzeb innych, bez przerwy zabiega tylko o ich akceptację, doświadczając ciągłego głodu emocjonalnego i silnej frustracji.

Z drugiej strony, stłumienie emocji powoduje, że powstają napięcia i blokady w ciele, które w przypadku długotrwałego oddziaływania, powodują przytępienie odczuwania wszystkich emocji (także tych pozytywnych) i wyparcie niechcianych emocji do tzw. cienia, czyli do naszej podświadomości. W efekcie – tracimy nad tymi emocjami świadomą kontrolę – będą nas odtąd zaskakiwać gwałtownymi wybuchami, będziemy też projektować je na innych – w tym – na nasze własne dzieci. I tym samym – błędne koło błędów wychowawczych się zamyka.

Pojawia się więc ważne pytanie – jak inaczej radzić sobie z trudnymi emocjami dziecka, takimi jak złość, smutek, lęk? Jak sprawić, by umiało je wyrażać w sposób akceptowalny społecznie, unikając jednocześnie negatywnych efektów tłumienia emocji?

4 wskazówki jak przełamać błędne koło błędów wychowawczych

Oto 4 ważne wskazówki, które mnie osobiście najbardziej zainspirowały i najwięcej nauczyły.

  1. Po pierwsze – zaakceptuj trudne emocje. Ogromnie ważna jest świadomość, że nie ma czegoś takiego jak emocje negatywne – wszystkie emocje są cenne i do czegoś ważnego nam służą. Złość pozwala nam bronić ważnych dla nas wartości i stawiać granice, lęk komunikuje nam, że jakaś nasza znacząca potrzeba jest zagrożona, smutek pokazuje, że coś było dla nas szczególnie ważne. To dzięki emocjom poznajemy siebie i własne wartości, które z kolei są nam niezbędne by móc być w życiu szczęśliwym. Bez doświadczania emocji takich jak lęk, złość i smutek nie będziemy doświadczać w pełni radości, spokoju i miłości.

Stąd gdy Twoje dziecko będzie intensywnie przeżywać którąś z powyższych trudnych emocji, podejdź do tego ze spokojem i akceptacją – okaż mu swoim zachowaniem i słowami, że to jest w porządku, że czuje złość/smutek/lęk lub inne podobne emocje. Pomóż mu też zrozumieć, dlaczego je czuje – co spowodowało ten stan i co ta emocja mu ważnego komunikuje.

Unikaj stawiania zbyt szybkich diagnoz tego, co czuje dziecko  – pytaj je z ciekawością :”Co czujesz?” (zamiast „jak się czujesz” – bo to jest pytanie zamknięte, które da tylko powierzchowną odpowiedź) lub dopytuj podsuwając różne odpowiedzi „czy czujesz smutek, bo potrzebujesz…? A może jest ci żal, że ….?”). Dzięki temu dziecko będzie miało dobry kontakt ze swoimi emocjami i będzie rozumieć, co mu komunikują.

Magdalena Wolfart Samselska, zen coach i pedagog, podpowiada, że pomocne może być wzbudzenie w sobie ciekawości na dziecko – również na swoje  wewnętrzne dziecko . „Gdy jest się całkowicie ciekawym – zauważa – znika ocena  i napięcie, a pytania i akceptacja same się pojawiają. Tworzy się wtedy przestrzeń do podążania za dzieckiem. Wiedząc o tym, możemy przyjmować cokolwiek się zdarza w nas lub wokół nas z otwartą ciekawością. Nic nie musi być odrzucane – każde doświadczenie, każde uczucie i każda myśl może być drzwiami do naszych głębszych potrzeb. Każda myśl, uczucie i doświadczenie, które całkowicie przyjmiemy i któremu powiemy „Tak”, staje się drzwiami do  spokoju, wolności, radości  i miłości.” A w końcu dokładnie takich emocji byśmy chcieli, stąd warto zaakceptować wszystko co się pojawia – docelowo przyniesie nam to właśnie emocje pozytywne.

Zen coaching, który poświęca dużo uwagi tematowi pełnego wyrażania emocji, mówi wręcz o celebracji trudnych emocji u dzieci – by zwrócić ich uwagę na pozytywne aspekty tego, co właśnie gwałtownie przeżywają. Gdy nasz dwulatek się buntuje i mówi swoje pierwsze „nie” – zamiast go za to zganić, warto mu powiedzieć z zachwytem: „Brawo, jak Ty potrafisz się zezłościć, jaka w Tobie teraz jest siła! Jaki jesteś odważny! Postawiłeś się komuś, kto jest większy od Ciebie! Masz w sobie dużą moc!”  – dzięki temu dziecko zamiast złości poczuje dumę i nie będzie się swojej złości obawiać. To z kolei zaprocentuje w dorosłym życiu – będzie bardzo dobry kontakt ze swoją wewnętrzną siłą, asertywnością, odwagą wyrażania swoich potrzeb i emocji.  

  • Po drugie – unikaj oceniania i piętnowania emocji dziecka, wpływaj tylko na zachowania  – uważaj na to, by chcąc wywrzeć wpływ na dziecko nie zacząć łączyć jego niewygodnych dla nas emocji ze słowami, które będą uderzać w jego poczucie własnej wartości i je ranić. Unikaj wszelkich krzywdzących ocen – w stylu „jesteś beksa” lub „jesteś złym i niegrzecznym dzieckiem”.

Przekaz ze strony dorosłego powinien jasno rozróżniać, że nasze „nie” dotyczy zachowania dziecka (i to zachowanie powinno zostać zmienione), a nie jego osoby – dziecko nie jest wcale złe, jeśli wyraża złość lub mazgajowate, jeśli wyraża smutek poprzez płacz. Emocje trzeba uwolnić, a im jesteśmy mniejsi, tym bardziej nas dana emocja rozsadza od środka – dziecko po prostu nie umie sobie inaczej radzić z daną emocją i to naszym zadaniem jest mu pokazać konstruktywne sposoby jej wyrażenia i tym samym – uwolnienia.   

Fascynująco o emocjach i tym, jak funkcjonują w naszym ciele, pisze Aleksander Lowen, twórca bioenergetyki. W książce pt. „Radość” zauważa, że złość, której się tak boimy, nie jest niszczycielska – jest tak naprawdę ogromnie pozytywną siłą życiową, ma w sobie moc uzdrawiania, stoją za nią wyłącznie pozytywne intencje. Ponieważ złość to na poziomie organizmu fala energii przepływająca przez ciało z dołu do góry, można ją łatwo uwolnić poprzez ruch (np. gwałtowne uderzenie pięścią w łóżko, kopnięcie nogą, bieganie, skakanie, itp.), a mniejszą dawkę złości – także przez okrzyk lub wręcz słowo wyrażające złość. Nie musimy jej trwale blokować u naszych dzieci, wystarczy, że damy im wskazówkę, jak szybko dać upust złości w sposób, który nikogo nie krzywdzi.   

 Np.. Gdy dziecko w przypływie złości bije nas i kopie, zamiast na nie krzyczeć, możemy powiedzieć „Jest w tobie teraz dużo złości, więc idź do tamtego pokoju i uderz kilka razy w poduszkę, krzyknij głośno i kopnij w powietrze, a jak już będziesz spokojny, to przyjdź do mnie i porozmawiamy o tym, co cię tak zezłościło.”   

  • Po trzecie – traktuj każdą emocję z szacunkiem i pozwól jej być. Gdy dziecko przeżywa smutek lub lęk, chcąc je wesprzeć i pocieszyć, często staramy się  bagatelizować te emocje lub im zaprzeczać. Mówimy „Nic się przecież nie stało”, „Nie ma powodu do płaczu”, „Nie ma się czego bać”. By jak najszybciej „wyciągnąć” dziecko z niemiłego stanu, odwracamy też jego uwagę – np. słodyczami lub zabawką.

Tak naprawdę wszystkie te strategie dają skutek odwrotny do zamierzonego – trudne emocje nie znikną, dziecko dalej je będzie czuć, natomiast zostanie z nimi samotne, niezrozumiane, w poczuciu, że czuje coś niewłaściwego, czego powinno się nieraz wstydzić. Zamiast pomóc, sprawiamy, że dochodzą mu dodatkowe trudne emocje i wewnętrzna walka między tym co czuje, a tym, co może pokazać na zewnątrz. Proces tłumienia emocji jest ogromnie kosztowny energetycznie i zupełnie nieskuteczny.

To, co naprawdę działa, to szacunek dla każdej emocji – nawet gdy jej przyczyny wydają się błahe oraz wsparcie dziecka w tym, by mogło z daną trudną emocją się zmierzyć. Mimo, że powoduje ona potężny dyskomfort jedyną dobrą strategią jest próba pobycia z nią w kontakcie, uświadomienia sobie jaka potrzeba za nią stoi. Smutek może nam mówić, że coś było dla dziecka ważne, że za tym tęskni. Lęk mówi, że np. potrzebuje zaufania do siebie, że da sobie z czymś radę lub że rodzic na pewno przybędzie mu z pomocą. 

Zen coaching daje proste narzędzia do tego by nauczyć się naturalnego spotkania z emocjami oraz by zauważać, że za każdą z nich stoją potrzeby i tęsknoty. Magdalena Wolfart Samselska podpowiada jak pozwolić być trudnym emocjom: „najważniejsze by dziecko czuło akceptację na jego emocje ze strony rodzica, by mogło przy wsparciu dorosłego je ponazywać i w naturalny sposób przeżyć. Dobrze, gdy rodzić może po prostu być przy dziecku, nie zakłócać przeżywania emocji, nie szukać na siłę rozwiązań – tylko przytulić, głaskać, uspokajać dotykiem. Zamiast dawać rady, po prostu odzwierciedlić to, co mówi dziecko (czyli powtórzyć to co słyszymy i upewnić się, czy to o to mu chodzi, czy to jest to, co czuje) i dać mu odczuć, że wszystko co przeżywa w danej chwili jest ważne, cenne i zasługuje na uwagę. Dzięki temu dziecko uczy się, że każda emocja jest ważna, że ono jest ważne ze wszystkim, co przeżywa. Czuje się autentyczne, prawdziwe i zauważone.”

Towarzysząc dziecku w smutku, aby pomóc uwolnić nadmiar stresu, można spytać „Gdzie w ciele czujesz tę emocję? W serduszku? Spróbuj uwolnić z serduszka, wypuść ją na zewnątrz” – wtedy dziecko będzie mogło swobodnie popłakać i bardzo szybko odczuje ulgę.

Paradoksalnie, to że pozwolimy dziecku pobyć chwilę w smutku czy w lęku i zamiast zamiatać te emocje „pod dywan” oraz pomożemy mu przyjrzeć się z bliska, co te emocje mu komunikują, poczuć te potrzeby, o których mówią –  przyniesie niespodziewany, magiczny efekt. Emocja, która została usłyszana i przeżyta, rozpływa się – zostaje zastąpiona poczuciem ulgi, spokoju i budzącą się radością.   

  • Po czwarte – nie zmuszaj do pozornej grzeczności. Bardzo powszechnym w naszej kulturze wzorcem wychowawczym jest uczenie dziecka od najmłodszych lat, by było grzeczne wobec innych. Niestety grzeczność ta przyjmuje karykaturalną formę klepania pustych formułek powiązaną z odcinaniem od faktycznie odczuwanych emocji. Uczymy dziecko, by automatycznie i bezrefleksyjnie mówiło „przepraszam” i „dziękuję”, mimo, że w danej sytuacji nie odczuwa żalu bądź wdzięczności, a czasem czuje coś wręcz przeciwnego.  Uczymy więc de facto – zaprzeczania swoim emocjom i niespójności wewnętrznej między tym, co czujemy i myślimy, a tym, co wyrażamy na zewnątrz.

Lucyna Wieczorek w świetnej książce o empatycznej komunikacji pt. „Nie mów przepraszam, nie mów kocham”, pokazuje, że gdy każesz dziecku przepraszać nie tłumacząc po co, sprawiasz, że nie będzie rozumieć po co to robi. Np. mówiąc tylko „Przeproś chłopczyka, że uderzyłeś go łopatką”, uczysz go nie tego, że bicie jest niewłaściwe i że sprawił ból, ale tego że trzeba powiedzieć „przepraszam”, by rodzice byli zadowoleni albo dlatego, by „odkupić” tym słowem przyjemność wymachiwania łopatką na wszystkie strony i jednocześnie nie brać innych dzieci pod uwagę. Dlatego lepiej zwrócić uwagę na konsekwencje zachowań dziecka: „Gdy uderzyłeś inne dziecko łopatką, to jego to bolało. Pamiętasz, jak ciebie bolało, gdy się uderzyłeś kiedyś w drabinki? Nie można powodować bólu. Uważaj z łopatką, gdy obok są inne dzieci. Jeśli chcesz, by chłopczyk wiedział, że nie zrobiłeś tego specjalnie, to możesz powiedzieć słowo „przepraszam” i dać mu rękę na zgodę”.

Koniec z tłumieniem emocji – dlaczego warto

Co nam to da, gdy zastosujemy powyższe cztery wskazówki? Alternatywą dla stłumionych emocji jest wolność wewnętrzna – tj. wolność wyrażania swoich uczuć bez konieczności ich osądzania. To wolność od poczucia winy, wstydu i wyraz zgody z samym sobą, która manifestuje się w fizycznym wdzięku, lekkości, spontaniczności, witalności ciała, pełnym odczuwaniu radości i innych pozytywnych emocji. Taki właśnie piękny stan ciała i ducha możemy dać naszym dzieciom, jeśli w porę zadbamy o to, by nie musiały tłumić swoich emocji i się od nich odcinać.  Przy okazji, nauczymy się tego sami i w naszej relacji z dzieckiem będzie więcej ciepłych uczuć. Jak kiedyś słusznie zauważył Benjamin Disraeli „Wiemy zbyt wiele, a czu­jemy zbyt mało. A przy­naj­mniej od­czu­wamy zbyt mało tych twórczych emoc­ji, z których wy­ras­ta dob­re życie.” Zmieńmy podejście do trudnych emocji, a zbudujemy solidniejszy fundament pod coś niewiarygodnie cennego.